Spływ mikołajkowy – górna Grabia

Spływ mikołajkowy – górna Grabia

Informacje

  • Rzeka: Grabia – odcinek Kuźnica – Barycz
  • Data spływu: 8 grudnia 2018
  • Dystans: około 16.5 km
  • Czas spływu: ponad 5 godzin

Mapa spływu

Opis

Znowu niewielkim kosztem udało mi się zorganizować ciekawą imprezę, tym razem pod hasłem Spływu Mikołajkowego. W liczbie dziesięciu śmiałków wspólnie przepłynęliśmy fragment górnej Grabi. Biorąc pod uwagę datę spływu oraz minimalistyczną promocję wydarzenia, ograniczającą się do wrzuceniu informacji na Facebooka oraz rozesłania jej do grona znajomych, frekwencja bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Swoje trzy grosze do organizacji dołożył też Szymon z Tyrolek, który również jest wielkim fanem zimowego pływania (bo na letnie nie ma czasu :)) i tak oto w siedem osób (trzy pozostałe dojechały bezpośrednio na miejsce) wyruszyliśmy pięknym czerwonym busem spod częstochowskiej siedziby Tyrolek nad oddaloną o prawie sto kilometrów Grabię…

O 8:00 byliśmy już gotowi, przyczepę spakowaliśmy tradycyjnie dzień wcześniej, dwa kajaki dojechały z rana i na szybko musieliśmy je jeszcze dorzucić
Już na miejscu, w miejscowości Kuźnica, idealnie zsynchronizowaliśmy się czasowo z Markiem i Robakiem (odwróceni plecami) oraz z Dawidem (grzebie przy kajaku) którzy dojechali na własną rękę
Most na drodze 473 w miejscowości Kuźnica
Widok z mostu na Grabię – w kierunku”z prądem”
Oraz w kierunku “pod prąd”, rozpoczynaliśmy spływ przy wąskiej asfaltowej dróżce która zaczyna się jakieś 150 metrów za mostem
Marek zostawił w tym miejscu swoje auto po rozstawieniu pozostałych samochodów na metę, po spływie kiedy odwieźliśmy go po auto czekała na niego niemiła niespodzianka – ktoś włamał mus się do fury i skroił radio i mp3… Jak to mówią – juma nie śpi, przykra sprawa, pierwszy raz spotkałem się z kradzieżą podczas spływu
Na wodę schodzimy późno bo prawie o godzinie 11:00, dużo ludzi, dużo sprzętu, do tego konieczność odstawienia aut
Prawie wszyscy na wodzie…
Najlepiej na spływ przygotował się jak zwykle Piotrek, jedyny ale jakże pozytywny mikołajkowy akcent na spływie
Prawie cała ekipa – od lewej Szymon (czerwony kajak), dalej Dawid (pomarańczowy kajak), Marian (zielony kajak) z tyłu w czerwonej czapce oczywiście Piotrek, pan z żółtego Eskimo to Raczek a w niebieskiej katanie siedzi Irek. Ja robiłem zdjęcie, daleko na drugim planie (a może to już trzeci plan?) kręci się Grzesiek dla którego był to debiut w jedynce a poza obiektywem znaleźli się Marek z Robakiem
W końcu ruszyliśmy
W tle most w Kuźnicy
Grabia z początku wydawała się szeroka i przyjazna
Dawid i Irek
Ten odcinek prowadzi przez łąki i rozlewiska
Płynęliśmy przy dosyć wysokim stanie wody, w tygodniu trochę popadało
Miejscami Grabia prawie wychodziła z koryta
W pewnym miejscu zrobiło się bardzo wąsko
Raczek “sprząta” butelkę, tymczasem jego wiosło…
Popłynęło dalej i został Raczek bez wiosła
Wąsko, węziej…
Ten pan z kolej zwykle pływa pod powierzchnią wody
Grzesiek to kolega Szymona, jest zawodowym nurkiem. Był to jego debiut na kajaku jednoosobowym
Nie wiem czy to stawy rybne czy rozlewiska
Grabia
Z każdym kilometrem przybywało zwałek
Grabia
Grabia
Grupa dość mocno się rozciągnęła, ja jak zwykle monitorowałem tyły
Grabia
Grabia
Grabia
W końcu jakieś urozmaicenie – ponad półmetrowe żeremie, skacze Szymon
Każdy oddał po skoku, Raczek w akcji
Grzesiek
I Mikołaj-Piotrek
Płyniemy dalej
Zaczęło się wypogadzać
Grupa znowu się połączyła
Ale nie na długo, Szymon już rozpoczyna ucieczkę
Na rzece pojawia się coraz więcej przeszkód
Szymon znika już za łukiem
Grabia
Od czasu do czasu trzeba było powalczyć ze zwałką – na zdjęciu Dawid
Raczek
Piotrek
Grzesiek
Marian
I Irek
Płyniemy dalej
Trochę spokojniejszy fragment
Zaczęło się wypogadzać
Grabia na tym odcinku cały czas kręci, na starych zakolach powstają nowe nitki które z czasem staną się głównym korytem rzeki
Raczek i Marian – przyjechali na ten spływ aż z Gliwic
Grabia
Często trzeba było nisko się schylać
Raczek ze swoim kajakiem mieścił się w każdą dziurę
Irek natomiast miewał problemy z przeciskaniem się pod niektórymi gałęziami
Ale ostatecznie zawsze jakoś udało się przejść
Znów zwałka – raz górą
Raz dołem
Irek na zwałce
Jedna pokonana a tu zaraz pojawia się kolejna
Grabia nie pozwalała się nudzić
Kolejna zwałka – tym razem przeciska się Marian
Już po drugiej stronie, teraz kolej na mnie. Faktycznie tu ciasno..
Raczek pokonuje zwałkę bez większych problemów
Irek pokonuje zwałkę z mniejszymi problemami
Grabia
Grabia
Grabia
Pogoda jak na zamówienie
W promieniach słońca Grabia prezentowała się o niebo lepiej
W niektórych miejscach rzeka ścięła zakola tworząc skróty
Chętnie korzystaliśmy z możliwości skrócenia trasy
I znowu na głównym korycie
Grabia
Kolejny skrót – ledwo widoczny ale jest
Ledwo kajak się zmieści
Przedzieramy się skrótem
I znowu na głównym nurcie
Grabia
Dopływamy do pierwszej przenoski
W miejscowości Kolonia Karczmy dopływamy do progu przegrodzonego metalową kładką, co niestety uniemożliwia skakanie 🙁
Tak wygląda próg od dołu
Ze stawów rybnych spuszczany jest nadmiar wody
Przenosimy kajaczki
“Pięknie zagospodarowany” brzeg na wysokości stawów rybnych
Pojawia się pierwszy meander
Przeszkód dalej nie brakuje
Powiedziałbym nawet, że zwałki występują za młynem dość gęsto, jedna za drugą
Dla zainteresowanych – niedaleko za przenoską mamy bar, niestety nie było czasu żeby go odwiedzić
Przeciskamy się przez chaszcze
Nieźle pozarastało
W końcu zrobiło się trochę spokojniej
Tą kładkę doskonale kojarzę z mojego poprzedniego spływu Grabią, poziom wody był wtedy prawie alarmowy… Co zresztą widać na poniższym zdjęciu 
Foto ze spływu z Markiem z majówki 2017 (link do relacji), dla porównania ta sama kładka co na zdjęciu powyżej 
Grabia
Grabia
Znowu przebijamy się jakimś skrótem
Słońce zaczynało coraz bardziej opadać, zaczęła rosnąć presja, czy zdążymy za widoku? 
W pewnym momencie Piotrek zdał sobie sprawę, że wypadła mu zza gumki w kajaku rękawiczka którą pożyczył od Szymona – ruszyliśmy pod prąd na poszukiwania 
Po przepłynięciu kilkuset metrów udało się ją znaleźć na kłodzie po lewej stronie – uff 
Wyszedłem na chwilą na ląd za potrzebą, przy okazji poczekałem na Raczka i Irka którzy zamykali stawkę
Postanowiłem strzelić im fotkę z lądu, ponad 99% zdjęć które robię są z perspektywy kajaka 
Dla urozmaicenia dorzucam więc też coś z brzegu 
Płyniemy dalej… 
Ktoś sobie fajnie mieszka nad rzeczką 
Meandry Grabi 
Grupa w końcu się połączyła 
Płyniemy dalej gęsiego 
Cały czas trafiają się przeszkody 
Rzeka cały czas kręci się i wije 
Błękitne niebo zaczęło ginąć za nadciągającymi chmurami 
Grabia
Grabia
Ponownie walka z zaroślami 
Grabia
Irek w ostatnich promieniach słońca
Powoli dopływamy do jednego z piękniejszych miejsc na trasie 
Słońce powoli chowa się za horyzont 
Przepiękny meander na Grabi 
Grabia
Grabia
W pięciu zamykamy stawkę, peleton zginął nam już dawno 
Słońce coraz niżej a nam zostało jeszcze parę kilometrów 
Kolejne zwałki nie ułatwiają zadania 
Dzielnie jednak z nimi walczymy 
Grabia 
Z czasem woda zaczęła płynąć coraz wolniej a rzeka poszerzała się 
Zwałki nie odpuszczały jednak i można było się na nie natknąć nawet na ten szerokim odcinku 
Raczek na swoim Eskimo nie był w stanie wszystkiego przeskoczyć 
Piotrek natomiast przelatywał nad przeszkodami 
Gdzieś przed młynem ostał się ostatni łabędź 
Na horyzoncie drewniany, przepiękny młyn w miejscowości Talar
Przed zwaloną kłodą postanawiamy wyjść na ląd bo i tak czekała nas przenoska, po wyjściu z kajaka, kiedy już byłem na lądzie, nie wiedzieć jak to się stało nagle… wpadłem do wody. Przed młynem było głęboko, nie czułem dna, nie mogłem też się wciągnąć. Po około 2 minutach udało mi się wygramolić na brzeg po kłodzie którą widać na zdjęciu. Suchy kombinezon sprawdził się połowicznie – bez niego chyba bym zamarzł, nie ocalił mnie jednak w stu procentach przed zamoknięciem, troszkę wody dostało się do środa i delikatnie zmoczyło mi cztery litery  
Młyn w miejscowości Talar 
Przenoska 
Stawy rybne przy młynie 
Młyn w Talarze 
I jeszcze raz młyn – widoczny już z rzeki 
Płyniemy dalej 
Raczek pokazuje, co na Grabi wyprawiają bobry 
Dzień powoli chylił się ku końcowi a my dalej na szlaku 
Grabia
Powoli zaczynało zmierzchać 
Szymon już dawno dopłynął na metę, kiedy byliśmy przed młynem dzwonił i pytał gdzie jesteśmy bo czekał na nas godzinę… Cóż, jeden płynie wolniej, drugi szybciej. Spływ to nie wyścigi, ja starałem się zamykać stawkę, każdy płynął swoim tempem 
Odcinek wprawdzie był zaplanowany na 15 – 16 kilometrów, biorąc jednak pod uwagę fakt, że późno wystartowaliśmy miałem drobne obawy, czy uda nam się zdążyć za widoku 
Z każdym kolejnym kilometrem nurt zaczynał słabnąć a Grabia coraz bardziej się rozlewała. To zapowiadało jedno: meta na zalewie w Baryczy coraz bliżej 
Widoczny z daleka most drogowy na S8 
Ciągnie się przez kilkaset metrów nad rozlaną Grabią 
Pod mostem 
To już zalew w Baryczy 
Na końcu zalewu pojawiła się już nawet cieniutka warstwa lodu 
Koniec spływu! Udało się idealnie przed zmrokiem! Dzięki wszystkim za udział w spływie, oby do następnego! 

 

One Reply to “Spływ mikołajkowy – górna Grabia”

  1. O tak, spływ to nie wyścigi, zwłaszcza że na wodzie może zdarzyć się wszystko i lepiej, a na pewno bezpieczniej jest, gdy cała grupa jest w miarę blisko siebie. Piękna rzeka, naprawdę piękna. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się w końcu z wami popłynąć. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *