Grabia – Widawka – Warta przy stanie powodziowym

Grabia – Widawka – Warta przy stanie powodziowym

Informacje:

Rzeka: Grabia (z Kuźnicy) + Widawka + Warta (do Bobrownik)
Data spływu: 29-30.04.2017
Dystans: około 72 km
Czas spływu: 2 dni
Poziom wody na Grabi w Łasku przedstawia grafika poniżej:

Trasa spływu:

Opis:

Na Grabię ostrzyłem sobie zęby od dłuższego czasu, chciałem płynąć w zeszłym roku lecz poziom wody był ponoć zbyt niski… Ale co się odwlecze to nie uciecze – na początek majówki sunąłem kajakiem przez bardzo mocno wezbrane (stan ostrzegawczy podchodzący pod alarmowy) wody Grabi. Towarzyszył mi Marek – nie musiałem go długo namawiać do spływu, ma nosa i wie co dobre. Nie wahał się przejechać ponad 150 km. Rzeka zrobiła na nim bardzo pozytywne wrażenie, zresztą link do jego relacji wrzucą poniżej… Zaczęliśmy w Kuźnicy tuż przed mostem drogi nr 473 – ledwo pod nim przepłynęliśmy – tak wysoki stan.

Startujemy z Markiem
Pod mostem w Kuźnicy – ledwo dało się przepłynąć

Za mostem – wody też od groma, rozlew iska, zalane łąki… płynęliśmy wśród koron drzew. Momentami gubiliśmy główny nurt i błądziliśmy po rozlewiskach, jednak po małych komplikacjach udało się trafić na właściwą ścieżkę. Wysoki stan wody miał też swoje plusy – minimalna liczba zwałek – wszystko dało się opłynąć dzięki czemu mięliśmy bardzo dobre tempo.

Rozlana między drzewami rzeka
Pierwsza przeszkoda, która zmusiła nas do wyjścia z kajaka to stara kładka

Rzeka stała się węższa za pierwszym młynie – tzw: “dwa młyny” – bardzo przyjemne drewniane, odrestaurowane budowle, przy nich stromy kamienisty próg – raczej przenoska, próbowałem go pzrepłynąć ale zatrzymałem się na kamieniu, szczęśliwe bez kabiny. Odpuściłem i przenieśliśmy z Markiem kajaki – liczyliśmy że uda się zjeść jakiegoś pstrąga bo przy młynie funkcjonuje smażalnia ale pojawiliśmy się za wcześnie – była jeszcze zamknięta przed sezonem. Dodatkowo zostaliśmy rzekomo pomówieni o uszkodzenie paprotki przez prawdopodobnie właściciela młyna, łaskawie zgodził się żeby zwodować kajaki na jego terenie chociaż mocno próbował wyperswadować nam żeby wodować kilkadziesiąt metrów dalej… była lekka spina z Markiem ale po wymianie zdań panowie powiedzieli sobie co mięli do powiedzenia i popłynęliśmy dalej.

Niebezpieczny próg przy młynach
Dwa młyny
Dwa młyny

Rzeka wróciła ona do koryta, zaczęła płynąć wśród lasów i pojawiły się ciekawe meandry… krajobraz zrobił się leśny, po jakimś czasie mijamy ogromny wiadukt drogowy drogi S8. Dalej młyn i przenoska – czarny punkt na wodzie, z lewej strony bardzo niebezpieczny jaz.

Bardzo niebezpieczny jaz na rzece
Czarny punkt na rzece… Na wysokości Baryczy, tuż za wiaduktem drogowym S8

Następnie w dalszym ciągu towarzyszy nam las, wpływamy do Kolumny a później do Łasku – pomiędzy jeszcze młyn, przenoska i smażalnia pstrąga – rybka za 18 zł, wędzona, przesmaczna, dodatkowo gospodyni uraczyła nas drożdżowcem własnego wypieku – polecam miejsce. niestety poza dobrym jedzeniem spotkała nas tutaj daleka przenoska – jakieś 300 – 400 metrów, obok mijaliśmy hotel zrobiony na klimat staropolski “chata prababci” kryty strzechą. Wygląda ładnie, kosztuje niemało.

Jaz przy smażalni pstrąga, za mostem drogowym 482
Konieczna przenoska kilkaset metrów, mijamy taki rarytas

Grabia na wysokości Łasku jak i trochę za nim staje się nieciekawa – ale to jedyny taki odcinek, nie jest on zbyt długi, parę kilometrów po czym wracamy na ogromne mokradła, królestwo bobrów i ptactwa wodnego – kaczki, czaple, bociany i ornitolog jeden wie co jeszcze…Rzeka kręci wśród trzcin, super klimat… Mokradła są ogromne, rzeka wylewa, można “ścinać” zakola… Czasami nie wiadomo gdzie płynąć… Jakoś sobie radzimy w tym labiryncie. na samym środku mokradeł nagle usłyszałem ludzkie głosy… Wesołe, coś jakby imprezka, zaczęło mnie to zastanawiać… Skąd tutaj ktoś miałby się wziąć? Odpowiedź przyszła niebawem – za łukiem rzeki trafiliśmy na trzech kajakarzy – panowie z Wrocławia i Opola, jeden z nich świeżo zaliczył kabinę i właśnie się ogarniał. Popłynęliśmy z nimi chwilę, krótka pogawędka po czym napotkani towarzysze popłynęli wpław przez rozlewiska do widocznego w oddali lasu rozbić obozowisko… Dochodziła już 17, pękło 30 kilometrów na rzece – przenosek niby mało ale wylana rzeka szalała tworząc liczne wiry co utrudniało kierowanie kajaka i dodatkowo męczyła… Zaczęliśmy rozglądać się za miejscem na nocleg jednak początkowo nie było zupełnie nic – cały czas rozlewiska. Dopiero na wysokości wsi Bilew kładka zmusiła nas do wyjścia na ląd i przy tej okazji trafiliśmy na ciekawe miejsce do spania na przeciwnym brzegu do wioski…

Przy tym ogromnym drzewie, na wysokości wsi Bilew, rozbiliśmy obóz
Kładka na wysokości Bilewa zmusiła nas do wyjścia z kajaka, przy okazji znaleźliśmy dogodne miejsce na nocleg
Tutaj rozbiliśmy namioty

Pogoda początkowo była pochmurna, później przedarło się słońce ale na koniec dnia zachmurzyło się i zaczęło padać – raz mocniej, raz słabiej. Ja zamiast od razu rozkładać namiot wziąłem się za rozpalanie ogniska – co przypłaciłem rozkładaniem nomiotu na wariata – mało tego namiot pożyczony, nigdy wcześniej go nie rozkładałem, niby pytałem kumpla jak, opisał w miarę dokładnie ale weź to teraz powtórz jak tu pada na łeb… z bardzo dużą pomocą Marka udało mi się go jakoś pokracznie rozbić – w środku było mokro ale grunt że więcej już się nie lało – ogarnąłem to jakoś gąbką, nadmuchałem materac i jakoś udało się przeżyć noc chociaż lekko nie było – temperatura koło zera, zmarzłem niemiłosiernie mimo materacu, śpiwora, grubej bluzy, drugiej bluzki, koszulki, spodni + kalesonów i podwójnych skarpet… Nad ranem na namiotach i kajakach był lód. Przez noc w okolicy buszowały bobry, nieźle przy tym hałasując. 

Nasze obozowisko

Drugi dzień to szybkie składanie namiotów i pakowanie, przywitał nas piękny wschód słońca.

A z rana, po wyjściu z namiotu takie widoki…
Wschód słońca
Wschód nad Grabią
Panorama z rana

Rzeka rozlewa się, wychodzi z koryta tworząc jedno wielkie morze, woda płynie po troszku w każdą stronę, łatwo zgubić główny nurt. Szybko dopływamy do drogi S8 – elegancki, wielki wiadukt przez rozlewiska, niewiele dalej młyn i próg wodny który przepływamy. Brak słońca, pochmurno. Po jakimś czasie pojawia się las i meandry. Wczoraj przepłynęliśmy ponad połowę trasy więc nie musieliśmy się śpieszyć, płynęliśmy powoli delektując się rzeką.

Meander na Grabi

Mijamy wiadukt kolejowy, za wiaduktem na wysokości wsi Przymiłów rzeka rozdziela się na dwie odnogi – my wybraliśmy tą lewą, następnie przed wsią Emilianów odbiliśmy w prawą odnogę. Dopływamy do mostu na drodze 4917E i kilkaset metrów dalej kolejny rozwidlenie – znowu popłynęliśmy w lewo, niewiele dalej przepływamy pod kolejnym mostem drogowym – drogi nr 2301E. Cały czas las i łąki, dziko, nie widać zabudowań.

Od czasu do czasu trafi się leżące drzewo
Grabia cały czas się kręci
Młode brzózki na meandrze
Grabia
Ledwo mieści się w korycie

Później odnogi się łączą i przez kilka kilometrów nic specjalnego się nie dzieje, spokojny i bardzo piękny odcinek. Dopiero przed mostem drogowym na drodze nr 1907E dopływamy do kolejnego młyna – po prawej bardzo niebezpieczny próg, przenosimy po prawej stronie, przed młynem.

Dość nietypowy próg wodny, pierwszy raz widzę próg w takim kształcie
Zabytkowy młyn

Za młynem jeszcze tylko jeden most, pomiędzy miejscowościami Grabno – Zamość, krajobraz cały czas zielony, Grabia płynie przez lasy i łąki, bardzo przyjemne widoki.

Czasami Grabia płynie przez piaszczyste, leśne tereny tworząc bardzo strome, wysokie brzegi
W południe wyszło nawet słońce, zrobiło się przyjemniej
To zdjęcie obrazuje, jak wysoki był poziom wody
Grabia

I nagle Grabia nam się kończy… wpływamy na Widawkę – ta dopiero jest szeroka… jednak nie wylewa i nie tworzy rozlewisk tak bardzo jak Grabia, trzyma się swojego koryta – chociaż stan oczywiście jest bardzo wysoki

Ujście Grabi do Widawki
Ujście Grabi do Widawki
Już na Widawce

Na Widawce spokojnie, bez większych problemów. Najpierw, kilkaset metrów od ujścia Grabi po lewej stronie mijamy dopływ Niecieczy. Niewiele dalej mamy rozwidlenie – z obu stron nie da się przepłynąć ze względu na elektrownię i tamę piętrzącą wodę. Przenoska – płynęliśmy prawą odnogą, przenosiliśmy lewym brzegiem. Dalej most drogowy łączący Podgórze i Górki Grabińskie, następnie na wysokości Ligotwa kładka. Za nią znowu spokojnie, za około kilometr mamy rozwidlenie – my płynęliśmy w lewo, nie wiem czy nie łatwiej byłoby środkiem ale nasz wybór też nie był zły.

Elektrowni wodna – prawa odnoga
Elektrownia wodna na Widawce
Widawka
Widawka
Lewa odnoga na rozwidleniu okazała się dużo mniejsza niż główne koryto

Po złączeniu się odnóg już nic nas nie zaskoczy, spokojny odcinek, wały na brzegach, po dopłynięciu do mostu łączącego Woźniki i Jeziorko do Warty został nam niecały kilometr… dopływamy do ujścia

Ostatnie metry Widawki
To już Warta
Warta niebywale szeroka… widać, że coś się dzieje…
Warta
Warta
Warta
Koniec spływu – na wysokości Bobrowniki

Na Warcie zupełny spokój – woda ledwo mieści się w korycie. Przepłynęliśmy nią symbolicznie kilka kilometrów i skończyliśmy na wysokości Bobrowniki, na lewym brzegu. Dla ciekawostki – niżej, na granicy Załęczańskiego Parku Krajobrazowego również nad Wartą leży wieś która nazywa się Bobrowniki.

Wideo

Wszystkie filmy (aż 54! ze spływu)

One Reply to “Grabia – Widawka – Warta przy stanie powodziowym”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *