Jelenia Góra i okolice oraz zamek Książ

Jelenia Góra i okolice oraz zamek Książ

W lutym postanowiłem zrobić sobie mini urlop, wziąłem więc wolny czwartek i piątek, zabrałem swoją drugą połówkę i wyruszyliśmy do Jeleniej  Góry. W planach były głównie narty, niestety niewiele z tego wyszło ze względu na to, że w przeddzień wyjazdu moja Klaudia się rozchorowała… Nart było więc tyle co na lekarstwo ale zamiast tego pokręciliśmy się trochę po okolicy. Nie mięliśmy konkretnego planu co będziemy zwiedzać więc improwizowaliśmy.

Dzień I – wejście na zamek Chojnik

Pierwszego dnia po przyjeździe i zakwaterowaniu się w hotelu zjedliśmy obiad i po szybkim googlowaniu postanowiliśmy zobaczyć ruiny zamku Chojnik. Jest on zlokalizowany na obrzeżach Jeleniej Góry, na górze Chojnik, liczącej sobie 627 m.n.p.m. Pod górę podjechaliśmy autem, zaparkowaliśmy w Zajeździe Pod Chojnikiem, gdzie za sam parking osobówki trzeba było zapłacić 10 zł. Jak dla mnie to straszne zdzierstwo, tym bardziej, że za wejście na teren Karkonoskiego Parku Narodowego płacimy kolejne 6 zł, tak samo jak za wejście na zamek. Reasumując opłata za parking jest prawie taka sama jak za wstęp do zwiedzanych atrakcji. Wracając do konkretów: na zamek prowadzą dwa szlaki – czerwony i czarny. Pierwszym weszliśmy do góry, drugim zeszliśmy w dół. Obie trasy są dość łatwe do pokonania, czarna wydawała się odrobinę bardziej stroma. Mięliśmy sporo szczęścia bo wyruszyliśmy na wyprawę dość późno i pod zamkiem byliśmy o godzinie 15:30 czyli pół godziny przed zamknięciem, na co nie zwróciliśmy uwagi wschodząc do góry. Wycieczka była bardzo przyjemna – wejście zajęło niecałą godzinkę, kolejna godzinka to zwiedzanie i kolejna mała godzinka na zejście. Niewielki wysiłek, jaki trzeba włożyć aby wejść na szczyt w pełni rekompensują przepiękne widoki z baszty oraz niezwykle klimatyczne ruiny zamku Chojnik.

Do góry wchodzimy szlakiem czerwonym – dość łatwym, dobrze oznaczonym, bardzo łagodnym
Po drodze mijamy źródło świętej Kunegundy
Rozwidlenie szlaków
Aura całkiem przyjemna
Ten kamień jakoś się nazywał…
Pierwszy przedsmak widoczków z góry
Oto i on – zamek Chojnik
Wejście
W środku
Jak na każdym szanującym się zamku, tutaj również występują smoki
Dziedziniec
Idziemy do góry
Klimatyczne ruiny
W górę
Zamkowa kaplica
Zamkowa baszta
Coraz wyżej, widok z murów zamku

 

Prawie na samej górze
Jeszcze tylko pokonać stare, kręcone schody wewnątrz baszty…
I można cieszyć się takimi widokami
Widoczki z samej góry
Widok na Jelenią Górę. Warto było się tu wtarabaniać 🙂
No i w dół
Widok na dziedziniec z zakratowanego okna
Dziedziniec z dołu
Działa i armaty
Widok na ruiny
Lochy…. brrrr
Szkice zamku z przeszłości
Ostatni rzut okiem na zamek
Schodząc w dół, początkowo szlak czerwony i czarny prowadzą tą samą drogą
Po jakimś czasie czarny szlak odbija w prawo.
Wydaje się bardziej stromy i trochę trudniejszy od szlaku czerwonego
Schodzenie
Po drodze mijamy tzw. Zbójnickie Skały
Miejscami robi się skaliście
Po drodze mijamy jaskinię o nazwie Dziurawy Kamień
Dalej w dół czarnym szlakiem

I to by było na tyle, miejsce na pewno warte polecenia, wydaje się być dostępne nawet dla rodzin z dzieciakami. Koniec atrakcji na dzień pierwszy.

Dzień II – Narty na Szrenicy oraz Jelenia Góra

Drugiego dnia postanowiłem przeprowadzić szybki rekonesans okolicznych stoków, wybór padł na stok Szrenica znajdujący się w położonej nieopodal Szklarskiej Porębie. Klaudię w dalszym ciągu męczyła grypa więc podwiozła mnie na miejsce ale sama nie jeździła. Wobec powyższego postanowiłem, że zjadę tylko jeden raz, żeby zobaczyć jak prezentują się stoki pod Szrenicą. Pierwsze wrażenia nie były najlepsze – do wyciągu była ogromna kolejka, około 20 minut czekania. Ludzie napierali na bramki z każdej strony zamiast zrobić normalną kolejkę, co chwila przez tłum oczekujących przepychali się instruktorzy z małymi dzieciakami. Wyciąg miał jedynie dwa krzesełka, co miało istotny wpływ na czas oczekiwania. To wszystko sprawiło, że czekając na wjad odechciało mi się nart ale karnet kupiony, cóż było robić?

Grafika pobrana z oficjalnej strony ośrodka narciarskiego, ja wjeżdżałem wyciągami Szrenica I oraz Szrenica II, zjeżdżałem czarną trasą nr 1 i dalej trasą nr 4
Kolejka przed wyciągiem Szrenica I – około 20 minut oczekiwania
W końcu udało się dopchać do wyciągu
Widoczki z wyciągu
Trasy były bardzo dobrze przygotowane – przynajmniej te niżej położone 🙂

Po wjechaniu do góry wyciągiem Szrenica I okazało się, że w połowie góry wyciąg ten się kończy, a na szczyt prowadzi kolejny – Szrenica II. Tym razem nie było już żadnych kolejek, wjeżdżało się do góry bez oczekiwania. Wjeżdżając z każdym  metrem ukazywały się piękniejsze krajobrazy, na samej górze nie było już praktycznie drzew, dzięki czemu jest tam wspaniały widok na całą okolicę.

Szrenica I – koniec wyciągu
Po lewo wyciąg Szrenica I, po prawo Szrenica II
Jadę do góry Szrenicą II – tym razem pozytywne zaskoczenie – 0 kolejek, podchodzę i jadę.
Szrenica II jest ewidentnie bardziej stroma od swojej poprzedniczki
Po odwróceniu się na wyciągu można podziwiać pierwsze ekstra widoki
Wjeżdża się ładnych kilka minut
Drzewa
Widoczki z wyciągu
Kolejne widoczki
Im wyżej wjeżdżałem tym las stawał się rzadszy
A to już szczyt Szrenicy

Pogoda dopisała, był lekki mrozik i świeciło słońce. Jednak popełniłem istotny błąd – nie zapoznałem się z opisem tras i zamiast zjechać czerwonym szlakiem w prawo ruszyłem szlakiem czarnym, tzw: FISowskim w lewo… W efekcie trafiłem na bardzo stromy stok. Z jednej strony fajnie, bo lubię wyzwania ale z drugiej miałem przed sobą dość niebezpieczny zjazd, tym bardziej, że były to moje pierwsze narty w tym roku i pojechałem praktycznie bez rozgrzewki. Wycofać się nie było za bardzo jak, bo stok początkowo opadał w dół łagodnie, jednak po przejechaniu kilkuset metrów nagle nachylenie stoku gwałtownie wzrosło. Wracać się na łatwiejszy szlak nie było za bardzo sensu, bo zjechałem już kilkadziesiąt metrów w dół więc powoli zacząłem zjeżdżać, starałem się jechać od dechy do dechy po szerokości stoku. Niepokoiła mnie jedna rzecz – przez ładne parę minut byłem na tym szlaku zupełnie sam, nikt inny tu nie jeździł. Zacząłem się zastanawiać, czy trasa którą jadę jest w ogóle dostępna dla narciarzy jednak po parunastu minutach trafiło się trzech innych śmiałków jadących tą trasą.

Zjeżdżałem czarną trasą, początek nie zapowiadał problemów
Na razie jeszcze łagodnie
Ekstra widoki z góry
Na zdjęciu może aż tak tego nie widać, ale ten fragment był już dość stromy
Oby tylko dojechać do leśnego korytarza… Tam spadek nie jest już tak gwałtowny
Wyciąg
Z czarnej trasy FIS
To zdjęcie fajnie przedstawia stromiznę. Może dla wprawnego narciarza nie jest to wyzwanie, ja jednak jestem narciarzem „niedzielnym” i miałem trochę problemów z pokonaniem tego odcinka
Najgorsze mam już za sobą. Widać również kilku innych śmiałków którzy jechali tą trasą
Widać, że tą trasą jeździ niewiele osób gdyż w porównaniu do niższych tras jest ona w fatalnym stanie
Mamy tu bardzo wiele nierówności, poza tym trasa porośnięta jest małymi krzewami
Jednak jest już nieporównywalnie mnie stromo niż na początku zjazdu
Trasa na czarnym szlaku
I w końcu wróciłem pod wyciąg Szrenica II. Od razu pojawili się ludzie
Całkiem sporo ludzi….
Świetnie przygotowana trasa
I z powrotem na dole… To by było na tyle

Cóż, trzeba tu będzie jeszcze wrócić żeby zapoznać się dokładnie z pozostałymi trasami. Być może uda mi się to pod koniec roku… Pożyjemy zobaczymy. I to by było na tyle z nartami…

Jelenia Góra – starówka

Po powrocie ze stoku postanowiliśmy jeszcze zobaczyć centrum Jeleniej Góry. Zostawiliśmy auto w okolicach Kościoła Podwyższenia Krzyża Świętego przy ulicy 1 Maja i ruszyliśmy na krótki spacer po jeleniogórskiej starówce, która prezentuje się bardzo przyzwoicie. Spacerując po niej odnosiłem wrażenie, jakbym chodził po wrocławskim rynku z tym, że w mniejszej skali. W samym centrum znajduje się niewielki plac otoczony kolorowymi kamienicami, na środku stoi ratusz.

Kościół Podwyższenia Krzyża Świętego
Ul. 1 Maja w Jeleniej Górze to deptak miejski
Rzeźba czegoś na byku
To mi wygląda na bramę miejską
A to baszta miejska
Piękne kamieniczki
Baszta z innej strony
Jeszcze raz widok na basztę
Kamieniczki

A to już plac w samym centrum
Jeleń z Jeleniej Góry
Kolorowe kamieniczniki w centrum
Plac w centrum Jeleniej Góry
Starówka
Ratusz miejski w Jeleniej Górze
Kolejny jeleń
Starówka
Starówka
Ratusz miejski z drugiej strony
W centrum Jeleniej Góry stoi tramwaj. Po co? Podobno w środku znajduje się informacja turystyczna

I to by było na tyle ze zwiedzania starego miasta. Na pewno w okolicy było jeszcze coś ciekawego do zobaczenia jednak głód zrobił swoje i postanowiliśmy wrócić do hotelu i coś zjeść. Na koniec dnia, ponieważ do zachodu została jeszcze godzinka, postanowiłem przejść się na pobliski punkt widokowy, który zlokalizowany był na górze Skalica w okolicach dzielnicy Goduszyn na obrzeżach Jeleniej Góry.

Wejście na Skalicę
Widoki ze Skalicy nie są tak zachwycające jak z Chojnika czy Szrenicy ale nie ma się co dziwić, w końcu ma ona niewiele ponad 500 m.n.p.m
Widok ze Skalicy
Skalica

To był ostatni dzień w Jeleniej Górze, na pewno nie zobaczyliśmy wszystkiego co miasto to ma do zaoferowania, jednak zważywszy na okoliczności nie było dramatu. Odpoczęliśmy, pozwiedzaliśmy, pooddychaliśmy świeższym, górskim powietrzem. Można wracać.

Dzień III – Zamek Książ oraz palmiarnia

Wracając postanowiliśmy zobaczyć Zamek Książ. Na jego temat słyszałem wiele ciekawych historii oraz legend więc głupio było nie zatrzymać się kiedy akurat przejeżdżałem obok. Wybraliśmy zwiedzanie bez przewodnika i szybko przeszliśmy całą trasę turystyczną, nie zagłębiając się w opisy, tym bardziej, że zwiedzania było sporo…

Brama wejściowa do parku przed zamkiem
Z głównego parkingu do zamku idzie się kilkaset metrów przez bardzo przyjemny park, po drodze mijamy kolejny atrakcje które my ominęliśmy – stajnie oraz mauzoleum Hochbergów (mauzoleum czynne tylko w weekendy), aby tam wejść należy kupić droższy bilet
W oddali Zamek Książ
Zamek od frontu
Przed  wejściem bardzo ciekawe rzeźby
Przed zamkiem
Rzeźba
W środku – czerwony dywan jak na zamek przystało
Zwiedzanie według wyznaczonej numeracji, chodzimy po kolei po komnatach, każda ma swoją nazwę lub patrona i dokładny opis.
Gabinet
Zabytkowe sztućce
Kolejna komnata
To chyba ruina starego zamku Książ
W jednym z pomieszczeń można zobaczyć obrazy
Obraz
Dziedziniec wewnątrz zamku
Widok z okna
Z kilku pomieszczeń zrobiono galerię fotografii. Ciekawe zdjęcia o różnej tematyce, niekoniecznie związane z zamkiem
Obrazy
Jedna z sal
To chyba jakaś sala główna
Kolejna sala
Znowu sala
Znowu sala, każda z sal w innym stylu
Następna sala
A to już na zewnątrz, wracając zahaczaliśmy jeszcze o punkt widokowy – w tle ruiny starego zamku Książ
A tu zamek Książ z punktu widokowego
Zamek Książ
A to już palmiarnia, znajduje się jakieś 2-3 km od zamku Książ, kupując bilet do zamku mamy od razu wstęp do palmiarni
Taki oto kwiat
Są i pawie
A nawet paw albinos
Tutaj od groma cytrusów
Kwiatek
Ciekawy kwiat
Te rośliny były dość spore
Kaktusy itp
Kaktusy
Były i żółwie
Wybieg żółwi

I na tym skończył się nasz szybki, trzydniowy, trochę improwizowany wypad. Zamek Książ jak najbardziej wart jest zobaczenia, miałem jednak wrażenie, że z środka zniknęło 90% pierwotnego wyposażenia. Zwiedzając muzea czy zamki w innych europejskich krajach czasami wydawało mi się, że eksponaty nie mieszczą się w gablotach oraz że brakuje ścian do wieszania obrazów, na zamku w Książu, biorąc pod uwagę wielkość obiektu, zachowało się jedynie niewielki ułamek dawnego bogactwa, które widać na obrazach oraz zdjęciach. Niemniej jednak obiekt wart jest polecenia, podobnie jak pobliska palmiarnia. Idealna na krótki spacer, na miejscu poza ogromną ilością roślin można też zobaczyć pawie, żółwie oraz akwaria z rybkami.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *