Mała Panew: odcinek Kalety – Kokotek (Pusta Kuźnica)

Mała Panew: odcinek Kalety – Kokotek (Pusta Kuźnica)

Informacje

  • Rzeka: Mała Panew
  • Data spływu: 29/30.07.2017
  • Dystans: I dzień: około 13 km, II dzień: brak danych 🙁
  • Czas spływu: 12,5h, w tym około 3h przerwy

Trasa spływu

Spływ rozpocząłem w miejscowości Kalety przy moście (ul. Pawła Drozdka), nocleg na dziko w okolicach osady Krywald, koniec na moście w Kokotuku (Pusta Kuźnica), niestety z powodu awarii telefonu ślad GPS jedynie z pierwszego dnia spływu

Opis

Mała Panew… zaczęła się niepozornie, pierwsze 4 kilometry to prosty rów z ogromną liczbą progów i mini próżków od 10 do 50 centymetrów, trochę jakiś drewnianych zapór które rzeka odpływa bokiem – ogólnie nic ciekawego. przeszkadza niski poziom wody. na sam koniec tego odcinka, gdy miniemy już drugi most w Kaletach (spod pierwszego startowałem) jakiś kilometr za nim trafimy na „króla progów”, który jest zarazem ostatnim progiem niczym boss w grze komputerowej. próg ma około metra, zaraz za nim bardzo kamieniście i szybki nurt.

Król progów 🙂

ogólnie nie polecam tego odcinka, chyba że ktoś lubi progi. lepiej zacząć z drugiego mostu w Kaletach, wtedy po zaledwie kilometrze dopływamy do króla progów oraz wpływamy do początku końca cywilizacji… rzeka zmienia się z wyregulowanej na zupełnie dziką i zaczyna kręcić się jak jej się podoba. na początku płynie przez łąki, następnie wchodząc w teren leśny, który ciągnie się przez około 30 kilometrów?… ciężko mi dokładnie powiedzieć bo na drugi dzień nawalił mi telefon i się wyłączał dlateggo nie mam dokładnego śladu GPS. w każdym bądź razie przez najbliższe 4 km mamy ogromne lasy z bardzo wieloma zwałkami. teren jest piaszczysty, rzeka go wypłukuje i powoli podmywa kolejne drzewa tworząc kolejne przeszkody. dodatkowo ciężko wyjść na ląd bo cały czas płyniemy minimum 2 – 3 metry poniżej poziomu brzegu… . na tym odcinku ciężko jest znaleźć 200 metrów które można przepłynąć bez przeszkód… zresztą moja średnia prędkość: czas = 12 godzin, przepłynięte 13 kilometrów, w tym około 3 godzin na odpoczynek daje średnią… 1,08 km/h! tak wolno jeszcze nigdy nie płynąłem… zresztą bardzo dużo było ciągnięcia ciężkiego kajaka bo spakowany byłem na 2 dni, namiot, ciuchy, śpiwór, woda, jedzenie… było ciężko.

po 4 km leśnego przedzierania dopływamy do cywilizacji – miejscowości Brusiek. w sumie to widzimy z niej tylko parę zabudować na lewym brzegu, dalej most a za mostem – cały czas las, tylko większy. więcej zwałek, więcej przeszkód, rzeka kręci… do tego te cholerne płycizny – rzeką da się płynąć przeważnie tylko skrajnie lewą lub prawą stroną, tam gdzie jest najwięcej zarośli… ogólnie odcinek strasznie wyczerpujący, nie chce mi się opisywać, po prostu płyniemy przez środek ogromnego lasu…  rekompensatą są widoki, na prawdę przepięknie… po około 5 km kilometrów od Bruśk dopływamy do osady której nawet nie widać, nazywa się Krywałd. niedaleko rzeki mamy kilka ławeczek, krzyż i drogę do tej wioski… na mojej mapie jest most który jak się dowiezdiałem od miejscowego rowerzysty – nie istnieje już od parunastu lat :) z zwałek tutaj jest najwięcej, kłody leżą gęsto jak bierki… MASAKRA.

przepłynąłem jeszcze kilkaset metrów i rozbiłem obóz było już po 19, byłem wyczerpany a przede mną był jeszcze większy las niż te, z którego właśnie wypłynąłem. wolałem zostać bliżej zabudowań. rozbijam się na sporej łące przy rzece, kilkadziesiąt metrów od lasu. oczywiście nie chciało mi się nosić opału na całą noc, przyniosłem tyle żeby usmażyć kiełbaskę i spokojnie zasnąć przy ognisku… no i w nocy obudziło mnie chrumkanie. miałem niezłego pietra, na szczęście dziki szybko się oddaliły a mi udało się dalej zasnąć.

drugiego dnia to samo co pierwszego tylko jeszcze gorzej… przez cały dzień nie widziałem żywej duszy. tylko las. nie ma co opisywać,

Galeria

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *